Drogi czytelniku,
jest taki powtarzający się okres w życiu studenta, kiedy wszystko na chwilę zwalnia. Zajęcia się kończą, na uczelni nastaje złowroga cisza… i zaczyna się sesja.
Sesja to taki dziwny czas, w którym faktycznie większość
studentów się uczy. Dużo uczy. Skutkiem tego bardzo szybko okazuje się, że
potrzeba odreagowania, czegoś, co po pierwsze odciągnęłoby nas od nauki, a po
drugie – ściągnęło z nas całe napięcie wiążące się ze zbliżającymi się
terminami egzaminów. Tak więc co sesja, to nowy pomysł. W moim przypadku były
to już takie perełki jak kręgle z butelek, wspólne (z milionem innych studentów)
oglądanie pand w zoo (żubry mi się szybko znudziły), czy po prostu
tysiące filmów typu „pies wita żołnierza wracającego z Iraku”, „szczeniak –
niespodzianka”, „słodkie kotki”,
„słodkie pieski” „słodkie pieski i dzieci”, „słodkie pieski i niesłodkie
dzieci” itd. Dzięki Bogu internet to nieograniczone źródło takich cudownych
czasoumilaczy.
W tym roku pomysł jest inny. W tym roku śpiewam i słucham
jak inni śpiewają. A że to moja ostatnia prawdziwa sesja i czuję się stara, to
moje zainteresowania poszły w stronę ulubionych bajek i filmów… z
dzieciństwa. A potem w kierunku moich ulubionych bohaterów i ich przeciwników.
I wiesz co? Dochodzę do wniosku że te postaci, które
oglądamy teraz w bajkach czy filmach naprawdę wymiękają wobec tych, które oglądaliśmy na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. A piosenki z tych programów…. O tak, ich nie
da się zapomnieć!
