Drodzy czytelnicy,
w tegorocznym sezonie Oscarowym jedna kategoria wyjątkowo mnie zasmuciła. Pośród nominowanych do nagrody za najlepszy film animowany, bardzo zabrakło mi pewnej bajki. Co ciekawe, zabrakło mi jej nie tylko tam.
Trailer do "Book of Life" ("Księgi Życia") widziałam w kinie na początku roku 2014, czyli ponad rok temu. Pamiętam, że zapisałam sobie tę animacje na liście "Nie ważne o czym jest, trailer wygląda tak fenomenalnie że i tak ją zobaczę". Tymczasem... cisza. Bajka nie pojawiła się w polskich kinach. Nie wyszła na DVD. Nie była nominowana do Oscara.
A wiecie dlaczego tak bardzo mnie to męczy? Bo powinna.
Powinna pojawić się w kinach. A potem na DVD. I co jeszcze ważniejsze - rozpatrując jak zakończyły się Oscary w kategorii "Najlepszy Film Animowany" - powinna była dostać Oscara.
Dlaczego? Bo to FE-NO-ME-NAL-NA animacja! Taka, która absolutnie wykracza poza ramy przeciętności i którą każdy, niezależnie od wieku, wykształcenia i statusu społecznego, powinien zobaczyć.
I dlatego właśnie postanowiłam o niej napisać. Przygotujcie się na opowieść o "Book of Life". O "Księdze Życia".