sobota, 31 stycznia 2015

"The Perks of Being a Wallflower", czyli kilka słów o bohaterach perfekcyjnie nieidealnych


Drogi Czytelniku,

przyszła sesja, a to oznacza, że mam bardzo dużo czasu - i że odczuwam wyrzuty sumienia nad każdym kwadransem, który "tracę" na inne aktywności niż nauka.
Wskutek tego cierpię z powodu nieustających wyrzutów sumienia.

Przez chwilę myślałam, żeby w celu uczczenia tego fantastycznego stanu napisać tu coś zupełnie od czapy. Ale nie - pomyślałam. - Taki przywilej zostawię sobie na kolejny tydzień, kiedy sesja będzie w fazie końcowej, a ja, w krańcowej.

Dlatego dziś będzie trochę poważniej. Napiszę Ci o filmie, na którego trafiłam zupełnie przypadkiem, a który naprawdę dał mi popalić. Emocjonalnie i przemyśleniowo. *

Będzie więc o filmie będącym adaptacją książki pt. "A Perks of Being a Wallflower" (autorstwa Stephrna Chbosky'ego), oryginalnie przetłumaczonym przez polskiego tłumacza jako "Charlie". 





Film opowiada historię nastoletniego chłopca o imieniu Charlie (no kto by się z polskich widzów tego spodziewał!), który rozpoczyna naukę w szkole średniej i jest z tego powodu bardzo nieszczęśliwy - jako osoba bardzo wycofana i mająca trudności z nawiązywaniem kontaktów, a przy okazji dojrzewająca, dosłownie odlicza dni które zostały mu do skończenia szkoły. I to nawet pomimo dużego zainteresowania literaturą i pisaniem, które dodatkowo pobudza u niego świetny nauczyciel - anglista.

Ale nie tylko o charakter czy zdolności bohatera chodzi: Charlie bardzo dotkliwie przeżył niedawne samobójstwo swojego najlepszego przyjaciela, sam doświadczył załamania nerwowego i wciąż, pomimo upływu czasu, zmaga się z powracającymi halucynacjami, głównie dotyczącymi jego ukochanej ciotki, która zginęła w wypadku kiedy miał zaledwie kilka lat.

Niezbyt to dobry stan na rozpoczynanie wszystkiego od nowa w szkole średniej.

Charlie (Logan Lerman). Prawie nie zmieniony od kiedy grał Percy'ego Jacksona

Na szczęście Charlie spotyka ludzi, którym nie straszne jego wycofanie i niepewność. Dwoje uczniów ostatniej klasy - Sam (Emma Watson) i Patrick (Ezra Miller) biorą go pod swoje skrzydła i dają mu poznać czym jest prawdziwa przyjaźń i radość z bycia razem, tu i teraz.- . Bardzo szybko Charlie (który dotychczas uważał się za niewidzialnego w tłumie) ma nie dwoje, ale całą grupę przyjaciół, którzy są tak samo nieidealni jak on, zmagają się z równie trudnymi problemami... ale w tym samym czasie potrafią po prostu celebrować swoją młodość, cieszyć się chwilą i szukać dróg, którymi będą podążać.

Brzmi to jak całkiem przyjemny film o młodych ludziach... i w pewnym sensie może i ten film taki jest.
Ale nie do końca.

Przede wszystkim dlatego, że widz zostaje skonfrontowany z kilkoma naprawdę poważnymi problemami związanymi z tożsamością młodych bohaterów. Żadne z nich nie ma nawet dwudziestu lat, a jednak doświadczeniami, które mają za sobą, mogliby obdzielić całe miasteczko. Obserwujemy ich, jak zmagają się ze swoją przeszłością i z tym, jak wpłynęła ona na obraz samych siebie. I jak ten obraz dalej wpływa na ich decyzje co do wyboru studiów, obiektów pożądania, a przede wszystkim, ludzi, których obdarzą uczuciem.

Jedną z powtarzanych w filmie sentencji, którą naprawdę warto zapamiętać (choć pewnie z perspektywy wielu osób jest nieco sztampowa) jest stwierdzenie że akceptujemy wobec siebie taką miłość, na którą sądzimy, że zasługujemy. 

Tak sobie myślę, że to całkiem mądry przekaz, który może pozostawić wielu osobom duże pole do rozważań nad własnymi wyborami.

Co jeszcze jest dobre w tym filmie? Na pewno obsada. Grający Charliego Logan Lerman zapowiada się na całkiem dobrego aktora. Bardzo dobrze udało mu się zagrać człowieka wycofanego, zagubionego w swoich uczuciach i niepewnego w relacjach z innymi ludźmi.

Jest w filmie świetna scena, w której Charlie zupełnie nie wie co zrobić ze swoją dziewczyną, której nawet nie proponował związku, a jednak w taki związek się wpakował. Ojciec bohatera, poirytowany ciągle zajętą linią telefoniczną, proponuje mu "To może po prostu z nią zerwij?", na co przerażony Charlie pyta: "To ja w ogóle mogę coś takiego zrobić?" 
No więc tak, ta scena była naprawdę dobrze zagrana. Tak samo jak te wszystkie, w których Lerman musi pokazać zupełnie rozbitego i będącego na skraju utraty świadomości Charliego.
A przy okazji świetnie pokazuje jak zagubiony jest ten chłopak w świecie relacji międzyludzkich.

Z drugiej strony mamy duet Sam i Patrica, świetnie zagranych przez Emmę Watson i Ezrę Millera, którzy w pewnych momentach kradną ten film swoją spontanicznością i energią. Jestem naprawdę dobrej myśli patrząc na aktorów nowego pokolenia pokroju właśnie Watson i Millera, nawet jeśli ciężko mi sobie wyobrazić tego drugiego w kostiumie Flasha.
Tak, to właśnie Ezra Miller będzie nowym Flashem. W filmie, bo w serialu już jednego mamy... Ale to materiał na inną historię.

Tak tańczą przyszły Flash i Hermiona  przyjaciele Charliego, kiedy tylko ktoś zagra im naprawdę dobrą piosenkę. 

Oprócz gry trójki głównych aktorów warto też wspomnieć o naprawdę dobrze dobranej ścieżce dźwiękowej. Przyznam Ci się, że przesłuchałam ją w tym tygodniu przynajmniej sześć razy i ciągle mi jej mało, z filmem czy bez niego. W tym konkretnym przypadku udało się dookreślić klimat filmu właśnie przez piosenki w nim zaprezentowane - inna sprawa, że bohaterowie kilka razy wymieniają się przygotowanymi przez siebie na kasetach (!)  składankami utworów, które wyrażają ich samych bądź coś, co chcieliby powiedzieć lub wyrazić... a może nie do końca potrafią.
W każdym razie - piosenka z tunelu ("Heroes" Davida Bowie) a przede wszystkim "Infinite" w wykonaniu Arshad na długo zapiszą się na mojej liście ulubionych utworów. 



Swoją drogą - zatęskniło mi się za czasami, kiedy usłyszawszy piosenkę w radiu nie było możliwości włączenia aplikacji która w kilka sekund rozpozna tytuł i autora utworu. Miało jakąś magię poszukiwanie piosenki, oczekiwanie aż kolejny raz się ją usłyszy i nagra na kasetę. Pamiętam, że robiłam dokładnie to samo (może nie w liceum, ale na początku szkoły podstawowej) i zawsze towarzyszył temu element ekscytacji i napięcia porównywalnego z obecnym oglądaniem nowego odcinka ulubionego serialu, na który czekało się od końca ostatniego sezonu.

Aktorzy, muzyka, klimat - to na pewno elementy filmu, które chciałabym Ci polecić. Co oprócz tego?
Nie da się ukryć, że w filmie zobaczysz zachowania młodych ludzi, które nie zawsze są zgodne z prawem czy moralnymi kategoriami niektórych osób. I, no cóż, twórcy nie robią nic żeby pokazać że narkotyki czy alkohol to jednak coś, czego ten 16-letni Charlie nie powinien próbować.
Wiem, że to może razić niektórych oglądających.
Z drugiej strony trzeba pamiętać, że postaci wykreowane w filmie (a podejrzewam że jeszcze wyraźniej w książce) są BARDZO nieidealne. A ich zachowania BARDZO wynikają z tego, jak są młodzi i jak bardzo jeszcze nie uświadamiają sobie niektórych rzeczy.
Potrzebują stymulacji, rozluźnienia i wspólnoty - spotykają się więc i piją, palą... no tak. Jadą tunelem, a Sam stoi przy otwartym dachu i doświadcza wolności.

Są rzeczy, których większość z nas nie zrobiła i nie zrobi, ale to nie znaczy że nie możemy tego oglądać na filmie. I krytykować, albo zazdrościć. Albo jedno i drugie po trochu.


Czy polecam ten film? Myślę że tak. Każdemu, kto ma jeszcze w sobie trochę młodzieńczej radości, ale też tym, którym jej już brak, a chcieliby przypomnieć sobie jak to kiedyś było.
A równocześnie zdać sobie sprawę z tego, że młodość jest czymś naprawdę cholernie trudnym, przez dorosłych niedocenianym (choć przecież sami przez to przeszli!). Trochę to smutne, jak szybko zapominamy jak nam samym było ciężko wchodzić w dorosłe życie, klarować to, za kogo się uważamy i kim naprawdę jesteśmy.
A to przecież kluczowa sprawa!


I z takim przemyśleniem Cię zostawię do przyszłego tygodnia.

Życz mi powodzenia na egzaminach mojej ostatniej sesji!

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!






* Ważna sprawa:  otóż nie, moje opowieści nie będą zawsze dotyczyły filmów i seriali. Po prostu na razie tak wychodzi, że mam ochotę opisać co drugi film/odcinek serialu który zobaczyłam.


4 komentarze:

  1. Ach, ten taniec, scena w tunelu, uczucia i muzyka... Jestem tym filmem oczarowana. Przydało mi się trochę takich emocji, właśnie w tym momencie. Bo już zaczynałam się czuć zdecydowanie za staro.
    I wiesz, co? Chyba zrobię Ci kiedyś składankę:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrób! A ja zrobię Tobie :)
      To naprawdę fajny sposób na podarowanie człowiekowi czegoś od siebie!

      Usuń
  2. Super, moje klimaty :) Obejrzę na pewno! Może nawet jeszcze dziś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam do oglądnięcia i podzielenia się opinią :)

      Usuń