Drodzy czytelnicy,
Nadeszła chwila na którą tak długo czekałam. Na którą wielu
z nas czekało. W końcu, po długim oczekiwaniu możemy zobaczyć w kinach
najnowszą produkcję Marvela, „Captain America: Civil War”.
„Civil War” to produkcja nietypowa – niby trzecia część
przygód Kapitana Ameryki, faktycznie można ją zaliczyć do produkcji o Avengers.
Niby daleko mu do komiksowego rozmachu konfliktu o tej samej nazwie, w
rzeczywistości diametralnie zmienia świat przedstawiony MCU.
To nie mógł być film którzy przejdzie bez echa. W przypadku
porażki twórcom nie byłoby wybaczone. W przypadku sukcesu – cóż, Marvel mógłby
mieć nadzieję na coraz większe zainteresowanie kolejnymi produkcjami, a także
potężny kredyt zaufania ze strony wiernych fanów.
I wiecie co? Zrobili to. Stworzyli kapitalny, mądry i
dojrzały film. Dokładnie taki, na jaki MCU zasługiwało. W ciągu dwóch i pół
godziny obserwowałam w napięciu rozwój konfliktu (na kilku frontach), poznałam
i zdążyłam polubić zupełnie nowych bohaterów, śmiałam się jak głupia,
rozpływałam się nad choreografią walki. A na koniec złamali mi serce.
Uwierzcie, jestem ZACHWYCONA. Jak rzadko kiedy.

